Zobaczyłam gdzieś kiedyś na artystycznym blogu matrioszki. Były kolorowe, piękne i takie prawdziwie "rosyjskie". Cudne! Postanowiłam sprostać swoim marzeniom o posiadaniu babuleńki zza wschodniej granicy i tak oto powstały trzy "krasawice". Podobają się? :)
"Troszkę dużo" się przy nich napracowałam bo te koraliki, tasiemeczki, koroneczki ale...warto było!
Basia, fanka matrioszek już je sobie "zaklepała" ale chętnie uszyję więcej, coby przyjaźń polsko-rosyjska rosła w siłę!


0 komentarze: