Wyzwanie

Nigdy jeszcze nie szyłam zabawek sensorycznych, z którymi się "coś" dzieje, a tym bardziej dla tak wymagającej "klientki", jaką okazała się być autystyczna dziewczynka. Zasięgnęłam języka u koleżanki, zajmującej się na co dzień dziećmi z różnymi zaburzeniami i niepełnospawnościami, jednak potwierdziła tylko moją pedagogiczną wiedzę zdobytą wieki temu, że każde dziecko z tą chorobą jest inne i należy je traktować indywidualnie. 
Ale jak miałam potraktować indywidulanie Dziewczynkę, która mieszka w Stanach, nic o niej nie wiem poza imieniem? Ania jej na imię. Także tego.... 
Wyszłam z założenia że ma być kolorowo, "różnofakturowo", szeleszcząco i ciekawie. I tak oto powstała rybka, która może być zarówno poduszką-przytulanką jak też towarzyszką współnych zabaw z świecie Ani. 
Bo jest kolorowa, przytulaśna, mięciutka, ogonek-płetwa głośno szeleści a boczne płetwy wypełnione fasolą fajnie grzechoczą. Także pobudzają wiele zmysłów i mam tylko nadzieję, że przejdzie szczęśliwie odprawę na lotnisku JFK w Nowym Jorku :):):) GOOD LUCK!









Sowy, sówki, sóweczki...

"Klientką", jeśli mogę się tak wyrazić, dla której nad maszyną pochylam się z radością najczęściej, jest Pani Monika, mama Zuzi z Oliwkowego przedszkola. Gdy poprosiła mnie ponad pół roku temu o uszycie sowy dla swojej Córeczki, Zuzi właśnie, to od tamtej pory regularnie szyję dla Niej(Rodziny, koleżanek i kolegów :):) ) kolejne poduchy:)  Oto co powstało jakiś czas temu.


Zuziowa sowa





Sowa w szarościach i czerwieniach, jakże modna w tym sezonie:)






Malutka sówka z gryzakiem dla malutkiego człowieczka:)



Szacunek

Kiedy miały się szyć kolejne zoologiczne poduchy w głowie szukałam pomysłu, inspiracji. Oczyma wyobraźni widziałam te zwierzaki ale każda próba przelania wizji na papier kończyła się dzikim śmiechem pięcioletniego Bąka, na własnej piersi wyhodowanym. "-Mamusiu, co to za potworzaki?". No dzięki Córko, też bardzo Cię kocham! 
W końcu zasiadłam przed wujkiem google w poszukiwaniu rozwiąznia i oto nadeszło już zaraz, na samiutkim począteczku! 
Oto zdolniacha z tytułem magistra psychologii robi świetne, kolorowe i bardzo przemyślane i dopracowane zabawki-poduszki. Teraz ciut to zarzuciła, bo bawi się scrapbookingiem (też świetnie się w tym odnajduje!) ale power ten sam! Otóż Pani Karolina w każdym calu trafiła w punkt moich poszukiwań, i wyobrażeń nt. konia i żabki. Ale tak zerżnąć pomysł autorski bez słówka?  No raczej że nie. Bo ja mam wyobrażenie o rękodzielnikach(i każdej innej branży), że TRZEBA się SZANOWAĆ!!! 
Że jeśli nie moje, nie ruszam. A jeśli mam chrapkę aby moim się stało w pewnym sensie, to piszę maila-czy mogę, bo ładne, bo cudne, bo lepiej bym tego nie wymyśliła. A że Pani Karolina, poza tym, że talenciara to też fajna babka ;) to wyraziła zgodę. Dziękuję!!!
I tak zainspirowana talentem Panny Koraliny uszyłam takie oto poduszki. Poszły już w świat i tulą do snu Laurę i Sonię.

A tu moje "natchnienie"-blog Pani Karoliny. Polecam!
http://pannakoralina.blogspot.com/


Żabianka Laura
W początkowej fazie Laura była zezowatą żabką, ale po obejrzeniu "Sekretów chirurgii" :) postanowiłam zrobić jej korektę oczu. Zabieg laserowy, bezbolesny, efekt widoczny i wdzięczność Laury dozgonne!








Laura po zabiegu:)









 A tutaj Psze Państwa ogier w pełnej krasie, pędzi przez handmade "regał" z książkami.






Sowie poduchy

Właśnie skończyłam! Co prawda jeszcze 2 do uszycia ale dwie już się dumnie prezentują i czekają na głaskanie przez urocze Dziewczyneczki. 
Obie poduszki mają na przedzie kieszonki, gdzie można schować swoje małe skarby lub...małą sówkę. 


 Oto Lodzia :)



A w serduszkowej kieszonce...mała sówka


 Florcia w pełnej krasie!

Szykuję się świątecznie

Przygotowania do Wielkanocy pełną parą. No...nawet może nie tyle, co do samych Świąt ile do stoiska, na którym będę prezentowała po raz PIERWSZY swoje uszytki na Festiwalu PROGRESSteron. 
Zachęcam Was wszystkich ogromnie do zapoznania się z ofertą Progressteronu, bo są tam świetne warsztaty( w tym moje rękodzielnicze:):):) ), szkolenia, wykłady, które dadzą nam, babeczkom masę pozytywnej energii na wiosnę, siły i nadziei, że można BARDZIEJ, MOCNIEJ, WSPANIALEJ:):)


Szyję nawet z zamkniętymi oczami,nowe projekty rodzą mi się pod powiekami szczególnie między 1 a 3 nad ranem:) Niestety, doba ma tylko 24 godziny a ręce do pracy tylko 2. I to dwie sprawy nie do przejścia:)

Oto wielkanocne, i nie tylko nowinki.


Zające na patyku. Do wazonu, do doniczki, do dekoracji wszelakiej.


Antoś


  Antoś i Benek


 Olaf







Poza tym, naszyłam troszkę świeżutkich marcheweczek. Cudna włoszczyzna!!!


Smacznego!!!


Kurczakowy koszyczek filcowy









Puchacz Bubo

Jest pewien mężczyzna.... Znaki szczegółne: burza loków, cudny uśmiech, wesoły i pogodny. Jak na kilkulatka przystało! I ten oto młodzieniec, Jasiek Mu na imię, szaleńczo uwielbia bajkę "Domisie", a w szczególności puchacza Bubo. 
I w związku z tym umiłowaniem puchacza zostałam poproszona o uszucie takiej mądrej sowy dla super chłopaka. Zapytałam wujka Google, co wie o szytej przeze mnie postaci, poszły w ruch ołówki, kredki i takie tam i powstał projekt. Po kilku godzinach Bubo już przypominał siebie, zastał oceniony przez moją osobistą recenzentkę Helę ("-Mamo, super ta sowa, uszyjesz mi taką samą?. -No, ten tego....może za jakiś czas."odrzekła Mama Heli). 
Na drugi dzień Bubą zajęła się Poczta Polska a na trzeci Jasiek. Zbiegło się to z Jego urodzinami i radość podobno była wielka, czym karmię się do dziś. A Ania-mama Jasia podesłała mi uchwycone w kadrze szczęście swojego Malucha! Dziękuję i polecam się na przyszłość. Uściski dla Jasia! Niecodzienne zamówienia to wielkie wyzwanie, nauka i radość dla mnie. Tadaaam! Przedstawiam Bubę.

Puchacz oczami wujka Google.


Szalenie przystojny Jasiek ze swym ulubieńcem

Puchacz mojego projektu:)

"Mój ci on!!!!"





Zaczęło się...

Mam nieodparte wrażenie że ledwo skończyliśmy odmawiać ostatnią zdrowaśkę 1 listopada to już w oddali słychać było  dźwięki kolęd z marketów. A nie, zapomniałabym, że już w połowie października Oliwka wyczaiła w Lidlu czekoladowe monety i banknoty świąteczne i pojąć nie mogła co to za kasa w workach! :)
 Ale to już połowa listopada i tylko czekam które Radio jako pierwsze wypuści w eter nieśmiertelne "Last Christmas I gave you my heart"...la la la la la.... Moja Trójka na całe szczęście nie upadnie tak nisko i czekam z niecierpliwością na coroczny świąteczny Trójkowy hit w postaci Karpia. Kto słucha ten wie! :)
Ale ale... I mnie dopadły pierwsze świąteczne drgania i chwalę się oto pierwszymi swiątecznymi i około świątecznymi uszytkami. Tak sobie myślę....że w tym roku będę miała wypasioną i przesłodzoną kolorami i wszelkim dobrem choinkę! Pierwsza Wigilia w domu....

Serducha...
 Tutaj z małą rączką pomocnika:)







Sowa w połowie szydełkowa. Mówię Wam-cudna! 
Szydełkowała moja Mama a ja tylko troszkę nadałam jej charakter.



I poduchy z surowej bawełny i z serwetkową ozdobą